Na szczycie gór, daleko od tej sfory, stałem, czekałem... Czekałem na
lepsze życie. Lepsze... Tia, czyli jakie? Takie, w którym nareszcie
mógłbym być szczęśliwy. W którym miałbym chociaż jednego przyjaciela...
Eh... Takie nie nadejdzie... Dlaczego? Nie zasługuje na nie...
Westchnąłem ciężko. Wiatr powiewał moją sierść. Zszedłem z centralnego
szczytu góry, i zacząłem schodzić. Słońce powoli zbierało się do snu.
Pobiegłem do swojej 'jaskini', niedaleko właśnie tych gór. Rano miałem
wyruszyć w długą podróż w poszukiwaniu jakiejś sfory lub psa. Ułożyłem
się wygodnie w jamie i po chwili usnąłem. Rano obudziłem się rześki i
żądny przygód. Wyszedłem powolnym krokiem z jaskini i przeciągnąłem się.
Pobiegłem na pobliską łąkę, już ostatni raz na niej polowałem.
Dostrzegłem tam soczystego jelenia. Oczywiście, ustanowiłem go sobie za
cel. Schowałem się w trawie i czekałem. Po kilku chwilach wyskoczyłem z
dużych traw i skoczyłem na jelenia. Chwyciłem się pazurami za jego
plecy, zwierzę prawie mnie z siebie zrzuciło, ale wspiąłem się wyżej i
ugryzłem go w kark. Jeleń po chwili padł nie żywy. Szybko zjadłem mięso,
i pobiegłem nad rzekę. Usiadłem przed wodą i napiłem się jej, po czym
pospiesznie wyruszyłem w drogę. Biegłem, co tchu, byleby znaleźć
cokolwiek lub kogokolwiek. Zatrzymywałem się co kilka minut, gdy była
taka okazja, by się napić. Słońce powoli chowało się za horyzontem, a ja
nadal nie widziałem końca mojej podróży. W końcu zatrzymałem się.
Rozglądnąłem się dokładnie, i przyłożyłem nos do ziemi. Poczułem zapach
jakiegoś psa, a raczej wielu psów. Nastawiłem uszy i zacząłem
nasłuchiwać coraz bardziej uradowany znalezieniem jakichś towarzyszy.
Pobiegłem tropem ''wywąchanych'' przeze mnie psów. Po chwili dotarłem do
jaskini jakiejś suczki. Nie chciałem wchodzić, więc zawołałem tylko.
- Halo! Jest tu ktoś?
- Jestem... Ja... - odparła trochę nieśmiale suczka, wychodząc z jaskini.
- ''Nareszcie! Znalazłem jakąś żywą duszę!'' - cieszyłem się w duchu. - Jesteś tu sama? - zapytałem z uśmiechem na pysku.
- Nie... Jest tu sfora... Sfora psiej przygody... - delikatnie się uśmiechnęła.
- Mythos. - podałem jej łapę, a uśmiech nie znikał mi z pyska.
<<<Galaxy van Angel? C;>>>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz